Top Bar Message Display a message at t
Pogrzeb kolegi

Pogrzeb kolegi. Wiemy ile ktoś znaczył dopiero… Mój smutek w 2021.

Pogrzeb kolegi. Dopiero co się odbył. Uczestnictwo w nim mi nie pomogło. To wszystko takie dziwne. Te wewnętrzne myśli. Dlaczego przy jednych smutkach jest się odpornym? Dlaczego przy innych smutkach jest się bezbronnym?

Pogrzeb kolegi – jeżeli sobie przypomnę

Kolega z pracy. Długoletni współtowarzysz niedoli. Praca niełatwa. Może to trop? Takie wspólne męczarnie zbliżają. Dawał mi wytchnienie. Uśmiechał się mimo znoju. Młodszy. Jak młodszy brat. Jestem jedynakiem i w tym trybie żyłem i żyję nadal. A jednak. Jakby fantomowym bólem obdarzyłem uczuciem kolegę. Teraz to wiem.

Nie wiem czy on mnie w tym samym stopniu poważał co ja poważałem jego. Tyle lat niewypowiedzianych słów bo przecież wydawałoby się, że ich wypowiadać nie trzeba. Uśmiechał się na mój widok. Ja na jego też. Rozmowa zaczynała szybko nabierać sklejonego tempa. Chemia wspólnych tematów i chemia podobnego myślenia i chemia podobnego poczucia humoru i chemia podobnego tempa życia. Podobnego nie oznacza tożsamego lub bardzo bliskiego. Podobne oznacza, że nawet jeżeli ta krawędź błądzących w różne strony myśli była odległa tak, że prawie niedostrzegalna to jednak na tyle blisko, że istniała więź, przyciąganie. Ogromne różnice i ogromne podobieństwa w odpowiedniej dawce i kolejności tworzą tą, rzadko spotykaną mieszankę z której rodzi się przyjaźń. Przyjaźń męska, przyjaźń kobieca, przyjaźń ludzka.

Pogrzeb kolegi – dobra dusza

Uśmiechnięty już wspomniałem. Bezinteresowny dodam. Ale to nic nie oddaje. Słowa pojedyncze nie oddadzą. Jakbym miał tak opisać co najbliższe mym odczuciom jest, to by było: azyl domowy. Każdy z nas w ten czy inny sposób walczy z życiem. Każdy z nas potrzebuje miejsca gdzie walczyć nie musi. Azyl. Najczęściej związany jest on z domem. Domem rodziców, domem własnym, domem z przyjaciółmi. Jaki to dom nie istotny. Istotny jest sam fakt poczucia azylu. Bezpiecznego miejsca gdzie nie muszę nic. I nic mnie nie oceni, nic mnie nie skrzywdzi. Jeżeli juz spotka mnie reprymenda to z dobroci serca i troski. Takiej bez naleciałości z lat poprzednich, szczególnie objawiających się w relacjach z rodzicami.

Czasem azylem jest praca. Czasem miejsce. Czasem czynność jak chociażby czytanie książki. Nie istotne co. Istotny jest jedynie sam fakt poczucia bezpieczeństwa.

Adam mi to zapewniał. Miał w sobie coś takiego, ze przebywając z nim człowiek się cieszył całym sobą. Jestem dojrzałym mężczyzną. A jednak pewnego rodzaju piaskownica dziecięca pojawiała się przy nas w sposób magiczny i samowolny. Młodszy to był mężczyzna. Ale go poważałem. Zawsze. Brak mi go, tak po męsku. Jakby towarzysz wspólnego polowania za czasów pierwotnych został zdeptany przez mamuta. Brak mi go.

Brakuje mi widoku uporządkowanego młodego mężczyzny. Który ma czas dla innych. Brakuje mi tego wzorca, punktu odniesienia. Bez punków odniesienia samemu można zagubić drogę. Zostało tak niewiele słupków przydrożnych. Co za życie… Podróż we mgle.

Żałuję, że nie zobaczyłem w nim ostatecznej męskiej radości z założenia rodziny. Chciał tego. Próbował. Miałe tyle zalet a jednak. Nie to, że winą obarczam jego wybranki. Po prostu takie jest życie. Ciężko spotkać dobrego przyjaciela, znajomego a co dopiero tą jedną jedyną osobę na całe wspólne życie.

Ale chcę wierzyć, ze jednak w tym swoim krótkim życiu zaznał tak wielu dobrych chwil ile tylko się dało. Brak mi go.

Pogrzeb kolegi – zaburzenie poczucia bezpieczeństwa

Wiele śmierci za mną ale śmierć Adama mną wstrząsnęła. Zaburzyła poczucie bezpieczeństwa. A z tym u mnie krucho. Dwoje nienarodzonych dzieci za mną. Takie życie, jak już wspomniałem. Człowiek się stara a czasem jednak to nie wystarczy. Musimy się rozpaść, poddać, juz nie walczyć by zbudować siebie na nowo. Męczący proces. Inni zapominają o ostatnim etapie. Kończą na rozpadzie. Zapewne, z powodu braku takich dobrych dusz przy sobie. Adam był moim stróżem nie wiedząc o tym.

To niełatwe. To wszystko. Piszę, by uporządkować. Pogrzeb to za mało.

Za mało bo go znałem. Za mało bo okoliczności wstrząsające. Chrzaniony motor. I jak sobie pomyślę o jego obrażeniach, o których wiem to rozdziera mi serce. Mam go przed sobą i płaczę nad tym co go spotkało. Co spotkało nas. Bo ja jestem tylko jednym z wielu, którzy zapłakali dogłębnie. To był dobry człowiek.

Pogrzeb kolegi – żałuję nie żałując

Uczestnictwa. Wiem. Zabrzmi to strasznie. Ale jak stałem w kościele na początku stali i inni. Za chwilę usiedli. Wtedy zobaczyłem jego. Jego duże zdjęcie. Uśmiechnięty, w okularach w ulubionej fryzurze. Pękło mi serce. Płakałem. Płakałem.

Wiem. Rodzice Adama dokonali dobrego wyboru. On właśnie taki był. Ale płakałem. Płakałem

Zamiast poczuć katharsis poczułem zerwanego strupa. Żałuję nie żałując.

Pogrzeb kolegi – oby już nie więcej

Została nas garstka. Ludzie odchodzą w sposób normalny. Zmieniają prace. Zmieniają miejsce zamieszkania. Życie się toczy. Adam odszedł tragicznie. Nagle. Martwe się o tą naszą garstkę. Co będzie jak ich nie będzie? Jestem jedynakiem. Życie zakleszczone w czterech ścianach. To już nie czas na otwarte poznawanie nowych ludzi. Częściej to juz tylko odrywanie kuponów. Tych samych. Nielicznych. Ulubionych. Brzmi to nieludzko? Pomyśl zanim odpowiesz…